Baseus coraz odważniej rozpycha się na rynku akcesoriów wszelakich, a już na pewno robi to z samymi sukcesami, jeśli weźmiemy pod uwagę sprzęt audio. I choć nadal nie wiem jak poprawnie wymówić nazwę tego producenta, to sporo jego urządzeń przewinęło się przez palce i są takie, które popsuć się nie chcą i działają latami (jak ta 65-watowa ładowarka, którą używam od 2023 roku). Baseus Inspire XH1 to już nie takie najnowsze, ale nadal najwyżej pozycjonowane słuchawki przy których co nieco majstrowali inżynierowie z Bose. Co z tego wszystkiego wyszło? Ja już wiem.

Wyglądają na sporo droższe niż są, czyli wyglądają wspaniale

Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz i Baseus Inspire XH1 doskonale wiedzą jak to powinno się robić. Serio, gdybym zakrył logo na nausznikach i zrobił komuś „test na ślepo”, to pomyślałby, że słuchawki to jakaś górna półka, a ich cena z pewnością zaczyna się od tej czterocyfrowej. Jak stwierdził Damian (@praaczu), gdy wrzuciłem zdjęcie słuchawek na naszą wspólną podcastową grupę, słuchawki wyglądają zaskakująco porządnie i całkiem estetycznie, a szokiem jest to, że Baseus zrobił cokolwiek z Bose. Ja po tygodniach testów mogę to tylko potwierdzić i rozwinąć w kilku kolejnych zdaniach.

Słuchawki rzeczywiście przyciągają jakością wykonania już od samego początku. Są bardzo estetyczne, starannie wykonane, a zastosowane tutaj materiały są przeważnie spotykane w sporo droższych modelach. Na pewno nie czuć tutaj „chińczyka”. Nic tu nie wydaje niepokojących dźwięków przy wyginaniu pałąka czy obracaniu nauszników, a cała konstrukcja generalnie daje poczucie obcowania z porządnym produktem. Newralgiczne elementy są wykonane z aluminium, a obudowy nauszników z dobrego jakościowo tworzywa, które jest spójne kolorystycznie. Wszystko do siebie pasuje i mamy elegancję w czystej postaci. Po prostu, wstydu nie ma.

Baseus Inspire XH1
Baseus Inspire XH1

Warto tu zaznaczyć, że regulacja jest bardzo rozbudowana, więc z dopasowaniem słuchawek „pod siebie” nie powinno być problemu. Nauszniki wysuwają się płynnie i wyczuwalnym oporem, są obracane i składane do wewnątrz. Przy obracaniu trzeba jednak mieć na uwadze to, że jest pewne ograniczenie – trzymając prawidłowo słuchawki przed sobą (nausznik z oznaczeniem R w prawej dłoni) nauszniki możemy obrócić tylko do zewnątrz (a nie do siebie). Jest to kłopotliwe w sytuacji, gdy zdejmujemy słuchawki z głowy i chcemy je zawiesić na szyi – nie odchylimy nauszników tak, by „rozłożyć” je na płasko.

Baseus Inspire XH1 wyglądają na trzykrotnie droższe niż są i grają jak wyższa półka.

Pady są nieprzesadnie miękkie, fajnie mięsiste i wykonane z bardzo delikatnego i przyjemnego w dotyku materiału. Dobrze dopasowują się do miejsca wokół ucha i jest w nich odpowiednio dużo miejsca, by uszy się zmieściły. Niestety ów materiał ma jedną zasadniczą wadę. Jest ściągnięty wprost ze świnki Peppy i nie zapewnia żadnej wentylacji, więc już po półgodzinnym słuchaniu czegokolwiek robi się mokro wokół uszu. Szkoda, że pady od strony głowy nie są wyłożone oddychającym materiałem, który minimalizowałby efekt pocenia w tym miejscu. Nie jest to jednak przypadłość tylko tych słuchawek, bo sam w swoich prywatnych i dwukrotnie droższych Audio-Technicach musiałem wymienić pady na coś bardziej komfortowego. W Baseus Inspire XH1 pady też można wymienić.

Baseus Inspire XH1
Baseus Inspire XH1

Materiał na pałąku jest nieco inny niż ten na padach i to właśnie do niego mam największe zastrzeżenia. Owszem, jest estetyczny i fajny w dotyku, ale mam wrażenie, że jest też bardzo cienki i może nie wytrzymać próby czasu. Tym bardziej, że nie jest miękki na całej długości i czuć pod palcem w pewnych miejscach, że coś tam pod nim jest.

Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze kolory. Dwa klasyczne i dwa, które śmiało można zaliczyć do palety specjalnej, rzadko spotykanej w słuchawkach. Te drugie, gdybyśmy mieli do czynienia ze sportowymi samochodami, z pewnością byłyby dodatkowo płatne. Ja poszedłem w klasykę i dotarły do mnie słuchawki w kolorze czarnym, ale jeśli ktoś chce mieć coś bardziej rzucającego się w oczy, może wybrać słuchawki w kolorze pomarańczowym lub niebieskim. W ogóle bardzo podobają mi się nazwy kolorów, które wymyślił sobie Baseus. I tak czarne słuchawki to Czarna Dziura, złamana biel to Droga Mleczna, pomarańczowe to z kolei Gwiezdny Żar, a niebieskie to Błękit Zorzy.

Słuchawki przy których majstrowali eksperci z firmy Bose

Słuchawki Baseus Inspire XH1 są oznaczone jako „Sound by Bose” i to z pewnością wiele osób może intrygować już na starcie. Tym bardziej, że takie oznaczenie pojawiło się nie tylko na pudełku, ale też samych słuchawkach. Ja też zastanawiałem się nad tym „Ile w tym Bose jest z Bose?”, trochę poczytałem i już co nieco wiem. Współpraca między obiema firmami w przypadku tych słuchawek sprowadza się do współpracy tuningowej, czyli działań w obrębie DSP i kalibracji akustycznej. Specjaliści Bose odpowiadali za zdefiniowanie profilu tonalnego oraz domyślnych krzywych korekcji dźwięku (EQ), co przekłada się na konkretny charakter brzmienia – słuchawki miały brzmieć bardziej jak Bose. Krótko mówiąc, Baseus przygotowało swój sprzęt, a Bose dało doświadczenie. I można to przyrównać do podobnych korelacji, które już miały miejsce na rynku jak np. Huawei z Leicą czy OnePlus z Hasselbladem.

Baseus Inspire XH1
Baseus Inspire XH1

I czy to miało sens? Of course! (tu wstaw mema z Generałem Bisonem ze Street Fightera). Nie wiem jak bardzo eksperci Bose poprzesuwali tam wszystko swoimi suwaczkami i ile „zielonych” wyłożono na stół, by to się udało, ale finalnie moje uszy są zadowolone z podjętych kroków. Nie zaleję was tutaj audiofilskim technicznym językiem, ale mogę napisać jedno, że brzmienie tych słuchawek bardzo przypadło mi do gustu. Pasują mi, zaskoczyły mnie, grają bardzo czysto i naturalnie, a dźwięk nie brzmi tanio i plastikowo tylko jest dobrze zrównoważony. Wokal, gitara, perkusja, basy mają swoje miejsce i brzmią naturalnie. No przyczepić się nie mogę, bo nawet nie wiem do czego.

Aktualnie, czyli jakiś rok po premierze, słuchawki można złapać poniżej 400 złotych i z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że to najlepiej grające słuchawki w tej cenie. Napiszę więcej, są droższe słuchawki, które radzą sobie gorzej.

Jakby tak wejść w technikalia Baseus Inspire XH1 to też jest ciekawie. Mamy tu obsługę bezstratnego kodeku LDAC, wsparcie Dolby Audio i certyfikaty takie jak Hi-Res Audio i Hi-Res Audio Wireless. Do tego jeszcze dynamiczne przetworniki 35 mm, adaptacyjne ANC i baterię na kilkadziesiąt godzin słuchania. Jeszcze kilka lat temu standardy zarezerwowane dla słuchawek z najwyższej półki, gdzie portfel nie sięgał. Sam kupiłem kiedyś słuchawki, które grubo przekraczały tysiaka, a nie miały tego wszystkiego co te Baseusy.

Używałem słuchawek na domyślnych ustawieniach, a dopiero potem dałem im się rozkręcić

Z początku używałem słuchawek na domyślnych ustawieniach, po prostu wyjąłem je z pudełka, włączyłem, sparowałem i już. Tak też używałem ich przez kilka dni. Później okazało się, że (jak zainstalowałem apkę i sprawdziłem) Sound by Bose było domyślną korekcją brzmienia, ale LDAC był wyłączony. Dopiero po włączeniu (ważne by to zrobić zarówno w aplikacji jak i ustawieniach w smartfonie) można było „rozpędzić” słuchawki na dobre. Fakt, liczyłem się z tym, że wpłynie to na krótszy czas pracy na baterii, ale słuchawki i tak trzymają na tyle długo, że było to dla mnie niezauważalne. Po kilkunastu godzinach słuchania różnych rzeczy słuchawki nadal twierdziły, że mają 70% baterii. Przy mojej częstotliwości to pewnie ładowałbym je raz na kwartał.

Muzykę puszczałem głównie ze Spotify z opcją bezstratnej jakości, z komputera i z telefonu. Przesłuchałem też wiele godzin podcastów, głównie podczas dłuższego odkurzania, co pozwoliło mi też sprawdzić świetnie działające ANC. I krótko mówiąc, ja już nie potrafię sprzątać bez słuchawek z ANC na głowie. To zupełnie inny poziom komfortu, „odcięcia” od niepotrzebnych dźwięków lub ich znacznego zmniejszenia. Zabrałem też słuchawki do samolotu, ale zanim zdążyłem je wyciągnąć, to już musieliśmy lądować, bo lot był krótki, więc w warunkach szumu pokładowego nie udało mi się ich sprawdzić. Ale jednym z trybów ANC jest właśnie Podróżowanie, więc usuwanie szumów z otoczenia można nakierować bardziej precyzyjnie. Nawet teraz pisząc ten tekst mam na głowie słuchawki z ręcznie ustawionym trybem ANC w pomieszczeniu. Nie słyszę wiatru za oknem, szumu z komputera, tego co dzieje się u sąsiada czy dźwięków innych urządzeń w mieszkaniu. To działa i można się skupić na pracy, a nawet jeśli ktoś by coś ode mnie chciał, zawsze mogę włączyć tryb transparentny. Jednym przyciskiem. Fizycznym.

Baseus Inspire XH1
Baseus Inspire XH1

Unikałem jednej opcji, Dolby Audio, bo nie czułem tej szerszej sceny. Z kolei czasami włączałem wzmocnienia basu, choć to zależy już od indywidualnych preferencji i tego, co akurat się słucha.

Baseus wie, że dotykowe przyciski i obsługa gestami to zło. Słuchawki mają tylko fizyczne przyciski.

Baseus Inspire XH1 są nowoczesne, ale nie aż tak, by przełożyło się to na jakikolwiek dyskomfort używania. Wszystkie przyciski na słuchawkach są fizyczne z bardzo pewnym i wyczuwalnym klikiem. Przyciski są wygodnie rozlokowane na nausznikach, z odpowiednimi odstępami, więc obsługa słuchawek jest szalenie wygodna. Jak już ogarniemy gdzie są przyciski i co robią, obsługa robi się intuicyjna i bezbłędna.

Aplikację zainstalowałem po dłuższym czasie, by oczywiście przejrzeć dostępne ustawienia, ale przede wszystkim, by sprawdzić, czy są dostępne jakieś aktualizacje dla słuchawek. I miałem czuja, bo od razu coś wskoczyło i naprawiło kilka drobnych błędów. Aplikacja jest bo jest, ale trzeba przyznać, że faktycznie rozszerza możliwości słuchawek i daje nad nimi większą czy wręcz pełną kontrolę i wsparcie. Szkoda tylko, że jest w niej sporo błędów językowych w tłumaczeniu na język polski, więc jeśli komuś to przeszkadza może przełączyć się na , głownie do aktualizacji słuchawek, ewentualnie do krótkiego samouczka, który pokaże jak korzystać ze słuchawek.

Teraz za mniej niż czterysta złotych możemy mieć lepsze słuchawki od tych, które jeszcze kilka lat temu kosztowały tyle co smartfon ze średniej półki

Masz 400 złotych i szukasz słuchawek? Weź te. Masz 600 złotych na słuchawki? Też weź te, bo po co przepłacać. Masz 800 zł? Też pomyślałbym o Baseus Inspire XH1, ale już bardziej patrzyłbym na wychylające się zza rogu słuchawki Sony WH-1000XM4, które pod względem ANC nadal należą do ścisłej czołówki na rynku. Tak naprawdę dopiero zbliżenie się do pułapu tysiąca złotych wywołałoby u mnie konieczność rozejrzenia się za czymś innym.

Tu wydając na słuchawki niecałe 400 złotych (na oficjalnej stronie kosztują 549 zł) mamy poziom słuchawek, za które jeszcze 5-6 lat temu musieliśmy zapłacić 2-3 razy wyższą kwotę. Dobrze wyglądają, dobrze grają i może poza czujnikiem automatycznego włączania i wyłączania, nic im nie brakuje. A do tego w zestawie mamy potrzebne kabelki i solidne, twarde etui. Z optymizmem patrzę w przyszłość kiedy Baseus pokaże następcę i czy nadal przy tworzeniu słuchawek dogada się z Bose.


Sprzęt do testów dostarczył producent w ramach współpracy barterowej. Nikt w najmniejszym stopniu nie miał wpływu na treść tego tekstu i naszą opinię.

Mocne strony
  • Wyjątkowo dobra jakość wykonania
  • Sound by Bose to nie przechwałki, a realny wpływ na brzmienie
  • Bardzo wygodna obsługa fizycznymi przyciskami
  • LDAC
  • Futerał ochronny w zestawie
  • Świetna cena!
  • Długi czas pracy na baterii
Słabe strony
  • Pady wywołujące pocenie wokół uszu
  • Błędy w tłumaczeniu interfejsu aplikacji
  • Ograniczony obrót nauszników

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *