Patrząc na produkty od Xiaomi można śmiało stwierdzić, że łatwiej jest napisać to czego nie zrobili, niż odwrotnie. Najlepsze piwo temu kto z głowy wymieni je wszystkie albo chociaż większość. Dlatego też zaskoczeniem może być to, że do tej pory nie mieli swojego smartwatcha, takiego z prawdziwego zdarzenia. Owszem, były Mi Bandy, były Amazfity, ale to nie to. Do czasu aż pojawił się Xiaomi Mi Watch. Nie dość, że pierwszy od Xiaomi, to jeszcze pierwszy z systemem Wear OS i autorskim interfejsem. Używam go już na tyle długo, by można było o nim napisać coś więcej.

Jak to się zaczęło, że Xiaomi Mi Watch pojawił się u mnie tak wcześnie?

Zamówiłem go zaraz po światowej premierze, jak tylko wskoczył do oferty sklepu GearBest. Premiera w Polsce pewnie będzie „kiedyś w 2020 roku”, więc sami rozumiecie. To wcale nic pewnego. Dotarł pod koniec listopada, a to tylko dlatego, że zamówiłem kurierem, biorąc wszystkie dodatkowe koszty na klatę. Później dopiero trochę plułem sobie w brodę, bo okazało się, że jest to tak pieruńsko chińska wersja zegarka, że bardziej się nie da. Zegarek był świeży, a o jego „chińskości” nie było mowy w opisie. Jak już przyjechał i jeszcze doszedł problem ze sparowaniem, to przez ponad tydzień przeleżał w pudełku. Dopiero później pojawiło się małe chińskie światełko w małym chińskim tunelu. Okazało się, że do połączenia ze smartfonem trzeba użyć chińskiej wersji Wear OS. Po całym wieczorze klikania i kilku próbach, ostatecznie udało się połączyć Mi Watcha ze smartfonem. W moim przypadku był to BlackBerry KEY2.

Xiaomi Mi Watch
Xiaomi Mi Watch

Zakładam, że gdyby była to wersja globalna zegarka to klikania byłoby tyle samo, ale ze względu na bardziej zrozumiały język (nawet jeśli byłby to angielski, niekoniecznie polski) to można byłoby to zrobić szybciej. Trochę dziwne jest to, że trzeba użyć dwóch aplikacji żeby w ogóle sparować zegarek ze smartfonem. Co gorsze, obydwie po chińsku. Jedna z nich to Mi Wear, a druga to Wear OS. Gdy używałem smartwatcha od Huawei to owszem można było korzystać z dwóch apek, ale dało się go połączyć tylko przez Wear OS.

Jak poradziłem sobie z chińskimi krzaczkami na zegarku? Bardzo prosto – z pomocą przyszedł Translator Google z trybem tłumaczenia w czasie rzeczywistym na podstawie tego, co widzi aparat. Ustawiłem tłumaczenie z chińskiego na angielski i taki sposób okazał się bardzo pomocny. Nie ma szans, by te wszystkie znaczki inaczej rozszyfrować. No chyba, że siedziałby koło nas jakiś Chińczyk, który robiłby za tłumacza. Przestawiłem to raz, by sprawdzić jak wygląda, ale i tak większość interfejsu była po chińsku, więc szybko wróciłem do pierwotnego języka.

W Xiaomi Mi Watch można zmienić język interfejsu na angielski, ale tylko wtedy, gdy angielski ustawimy jako główny język w telefonie.

Xiaomi Mi Watch to jeden z lepiej wykonanych smartwatchy na rynku. Nie mam co do tego wątpliwości od chwili, gdy wyciągnąłem go z pudełka. Ma metalową obudowę, szkło Gorilla Glass na ekranie i jest spasowany najlepiej jak tylko się dało. Nie ma tutaj miejsca na jakieś niedociągnięcia i po prostu widać, że Xiaomi w tym aspekcie się postarało. Czuć solidność i dbałość o detale.

Nie można ukrywać tego, że pomysł na akurat taki smartwatch nie wziął się znikąd. Ewidentnie widać też, że Chińczykom spodobał się Apple Watch, bo podobieństwo jest ogromne. Nie tylko w samym urządzeniu, ale nawet tym jak to urządzenie zostało zapakowane. Mamy prostokątną, choć nieco bardziej kanciastą kopertę, mocno zaoblone szkło na ekranie. Nawet przyciski i pokrętło są w tym samym miejscu. No androidowy Apple Watch jak się patrzy. Nie popieram, ale z dwojga złego to i tak dobrze, że Mi Watch nie wygląda jak klon czegoś od manty czy innego krugera.

Xiaomi Mi Watch
Xiaomi Mi Watch

Wyświetlacz jest mocno zaokrąglony na rogach, a spece z Xiaomi zmierzyli, że ma około 1,78 cala. Rozdzielczość nie jest jakaś rekordowa, ale 368 x 448 pikseli i tak wygląda dobrze. Najważniejsze jest to, że to świetnej jakości AMOLED, który jest strasznie wyraźny i czytelny pod każdym kątem. Ekran został przyjemnie wkomponowany w obudowę. Otacza go około półcentymetrowa ramka, ale jak napisałem wcześniej, szkło jest w tym miejscu zaoblone. To jeszcze bardziej podkreśla ekran i sprawia, że łatwo się go obsługuje. Reakcja na dotyk jest natychmiastowa.

Xiaomi Mi Watch
Xiaomi Mi Watch

Grubość obudowy raczej mieści się w normie i zegarek nie wygląda jak pudełko zapałek przyczepione do nadgarstka. Udało się to osiągnąć przez te różne krągłości, ale i tak stwierdzam, że Apple Watch prezentuje się na ręce znacznie lepiej. Oczywiście jeśli nie będziemy brać pod uwagę wszystkich smartwatchy z okrągłym ekranem, które bardziej są w moim stylu. Mi Watchowi nie można jednak odmówić tego, że wygląda bardzo schludnie, elegancko i nowocześnie.

Mi Watch od spodu ma „wysepkę” gdzie znajduje się pulsometr i złącze do ładowania. Jest ona jednak tak subtelna, że w ogóle nie przeszkadza i nie sprawia, że zegarek odstaje jakoś od ręki. Zegarek jest też w miarę lekki, bo razem z silikonowym paskiem waży około 55 gramów. A skoro już o pasku mowa, ten na pierwszy rzut oka może wydawać się niezbyt solidny, ale na szczęście, to tylko pozory. Jest wykonany z dobrej jakości materiału, ma dwanaście dziurek, więc nie ma problemu z dopasowaniem, a na końcu jest metalowe zapięcie. Mając około 16,5 cm w nadgarstku, zapinam pasek na czwartą dziurkę i trzyma się idealnie. Jedyne co mi tu trochę przeszkadza, to szlufka na pasku. Mogłaby lepiej trzymać koniec paska – często muszę to poprawiać, bo wyskakuje.

Chiński Wear OS

Jak wspomniałem, w zegarku mamy Wear OS, ale też nakładkę od Xiaomi (MIUI for Watch), która mocno odmieniła to co mamy w czystym systemie od Google. Począwszy od ekranu głównego z tarczą zegara, po ustawienia, belkę z szybkimi funkcjami czy w końcu menu z wyborem aplikacji. Pasek powiadomień wyciągamy od góry, do przełączników i tak jakby belki systemowej mamy dostęp od dołu. Muśnięciem z lewej przechodzimy do asystenta głosowego Xiao AI, a analogicznym ruchem z prawej do zakładek (nazwane jako Tiles) z konkretnymi funkcjami np. pomiarem tętna. Fizyczny przycisk to skrót do 8 trybów aktywności, ale działa też jako przycisk zasilania, gdy dłużej go przytrzymamy.

Z pewnością najciekawszym elementem do obsługi jest tutaj koronka, inaczej rzecz ujmując, pokrętło znajdujące się na prawym boku. I muszę przyznać, że działa tak jakbym tego oczekiwał. Ma odpowiedni skok, kręci się precyzyjnie i z charakterystycznym wsparciem ze strony silnika wibracji. Nie lata, działa tak jak powinno, bez przycinania.

Xiaomi Mi Watch
Xiaomi Mi Watch

To za pomocą pokrętła przechodzimy do menu z aplikacjami, które zostało przedstawione na zasadzie kolorowych piktogramów. Ma to swoje plusy i minusy. Z jednej strony jest czytelnie i ładnie, ale z drugiej, nie zawsze dobrze się wstrzelimy w to co chcemy. W sensie, trzeba sprawdzić do czego służy konkretna ikonka. A przez chiński język wcale nie jest to łatwym zadaniem. Ja z translatorem na telefonie się nie rozstawałem, żeby rozszyfrować co tam Chińczyki w tych opcjach poukrywali.

Jest tego sporo, ale z większością aplikacji spotykałem się pierwszy raz. Jakiś serwis muzyczny QQ, platforma TigerTrade, Mapy Sogou, płatności AliPay. Typowy zestaw usług pod chiński rynek, który w Polsce jest kompletnie bezużyteczny. I jak to bywa w czymś chińskim, mimo obecności Wear OS to wiele funkcji znanych z europejskich odpowiedników nie działa.

Xiaomi Mi Watch
Xiaomi Mi Watch

Na plus na pewno jest to, że Mi Watch działa błyskawicznie i być może jest to zasługa Xiaomi i ich autorskiego interfejsu. Nie sądziłem, że tak będzie i to w przypadku chińskiej wersji, ale nie zauważyłem żadnych przycięć, spowolnień aplikacji. Wszystko odpalało się szybko i szczerze, po tym co przeżyłem razem z Huawei Watch 2, przestałem wierzyć w to, że Wear OS ma jeszcze jakąś przyszłość.  Co więcej, już dwukrotnie pojawiła się aktualizacja dla aplikacji Mi Wear i raz dla samego zegarka, co świadczy o tym, że wsparcie jest. Niestety, ani jedno ani drugie nie sprawiło, że Mi Watch stał się bardziej przyjazny dla Europejczyka. I do czasu wydania globalnego ROM’u to się nie zmieni.

Co nie działa w chińskim Xiaomi Mi Watch?

To pytanie musiało się pojawić. Poniżej znajdziecie najważniejsze funkcje zegarka. W chińskim modelu nie działają, ale zakładam, że w globalnej wersji powinny działać. W końcu to tylko kwestia oprogramowania.

Nie ma usług Google

Mimo tego, że Xiaomi Mi Watch działa w oparciu o Wear OS to możemy zapomnieć o sklepie Play, mapach Google czy czymkolwiek związanego z usługami Google.

Nie zapłacimy zbliżeniowo

Mi Watch ma wbudowane NFC, ale w chińskiej wersji działa to tylko z płatnościami AliPay. Nie mamy możliwości dodania żadnej karty. Nie ma też dostępu do Google Pay.

eSIM

Smartwatch ma eSIM, ale nie ma szans, by w chińskim modelu dodać numer od polskiego operatora. W chwili publikacji recenzji usługę eSIM w Polsce świadczy tylko Orange. Jestem niemal pewien, że po pojawieniu się Mi Watcha w Polsce, to właśnie tam będzie dostępny. W tej chwili w aplikacji jest tylko China Unicom, China Mobile i China Telecom.

Według specyfikacji, Mi Watch obsługuje LTE-FDD B20.

Asystent głosowy

Nic z tych rzeczy. Chińska wersja Mi Watcha ma chińskiego asystenta Xiao AI. Jest tak samo przydatny i potrzebny jak Bixby w smartfonach Samsunga. Nie ma możliwości korzystania z Asystenta Google.

No dobra, a co działa w Mi Watchu?

Aktualnie takich funkcji jest znacznie mniej i można je zdefiniować mianem podstawowych. Gdybym miał to określić procentowo, to działa tak około 40% wszystkich funkcji. Możemy odbierać powiadomienia z różnych aplikacji i co ciekawe bez żadnych problemów jeśli zawierają polskie znaki. Możemy też podejrzeć kto do nas dzwoni, ale niezrozumiałe jest dla mnie to, że po odebraniu połączenia na zegarku przekierowuje nas na telefon. Mimo tego, że Mi Watch ma mikrofon i głośnik nie można przez niego rozmawiać. Działa latarka (biały ekran rozświetlony na maksa), odnajdywanie telefonu jeśli jest w zasięgu Bluetooth, tryb samolotowy, tryb nie przeszkadzać i oszczędzanie energii. Możemy też korzystać z definiowanych trybów sportowych razem z włączonym GPS w zegarku i stałym pomiarem pulsu, ale z zastrzeżeniem, że wszystkie informacje, wiadomości i statystyki będą po chińsku. Podobnie jak z pomiarem tętna, krokomierzem czy kaloriami.

Xiaomi Mi Watch - menu aplikacji
Xiaomi Mi Watch – menu aplikacji

Zaskoczeniem jest dla mnie to, że można połączyć się z aplikacją Mijia i z poziomu Mi Watcha sterować inteligentnymi urządzeniami Xiaomi w domu. Sprawdziłem to z oświetleniem Yeelight i działa bez zarzutu. Mamy dostęp do podstawowych funkcji na nadgarstku jak włączanie i wyłączanie lampy czy ustawianie jasności i barwy światła. Bez problemu działają też gesty nadgarstka, z których znane są zegarki z Wear OS. Ekran automatycznie się podświetla, gdy podniesiemy rękę.

Jestem pozytywnie zaskoczony baterią w Mi Watchu. Według producenta miał wytrzymać maksymalnie 3 dni, ale nie było określone to w jakim trybie. U mnie było to około 20% baterii na dzień, więc ładowałem go co 4-5 dni. Zegarek był połączony ze smartfonem, ale miał wyłączone GPS, NFC i Wi-Fi. Wiadomo, nie miał też eSIM, więc jeśli „wsadzi” się do niego to wszystko to czas działania na jednym ładowaniu na pewno się skróci.

Ładowanie to wręcz klasyka gatunku. Mamy prostą ładowarkę w postaci magnetycznej podkładki z pinami. Zegarkiem możemy trafić tylko w jeden sposób, więc nie ma mowy o pomyłce. Przewód jest wystarczająco długi, ale trochę szkoda, że stacja nie ma odczepianego przewodu. W razie uszkodzenia kabla można byłoby wymienić sam kabel, a nie całą ładowarkę. Jeszcze lepiej byłoby gdyby zegarek miał USB-C, ale to pewnie znacznie zwiększyłoby jego grubość.

Podsumowanie do łatwych nie należy, ale stwierdziłem, że trzeba tutaj zadziałać twardo.

Ogólnie długo zastanawiałem się nad tym czy w ogóle robić recenzję chińskiego Mi Watcha czy może poczekać aż pojawi się globalna wersja. A tym samym, globalna wersja oprogramowania. Stwierdziłem jednak, że recenzja musi być. Po pierwsze nie wiadomo kiedy pojawi się Mi Watch w wariancie na Europę. Po drugie z kolei, patrząc na specyfikację, wygląd czy cenę, to świetna baza na świetnego smartwatcha. W zasadzie Xiaomi Mi Watch ma wszystko co obecnie potrzebujemy mieć w smartwatchu, a do tego ma jeszcze szczyptę tego „czegoś”, co zawsze wyróżnia urządzenia od Xiaomi. Jeśli tylko zostanie „odblokowana” pełna funkcjonalność, to ciężko będzie znaleźć lepszy zegarek dla Androidowców. Jeżeli będzie można nim swobodnie płacić, używać usług Google i „wrzucić” do niego eSIM’a. Do pełni szczęścia wiele brakuje, ale mam nadzieję, że pewnego pięknego dnia będzie można to naprawić wgrywając odpowiedni soft.

Xiaomi Mi Watch
Xiaomi Mi Watch

Czy warto go teraz kupić czy jednak poczekać? Ja kupiłem, bo byłem ciekawy jak to działa, ale choćby przez brak płatności zbliżeniowych, nie jestem z niego w pełni zadowolony. Sugeruję zatem wstrzymać się z zakupem, jednocześnie obserwując dwie rzeczy. Czy w chińskich sklepach pojawiła się już wersja global i czy polski oddział Xiaomi poinformował o premierze smartwatcha w Polsce. Jak tylko się to stanie i wrzucę jakiś normalny soft do swojej sztuki, to zapewne napiszę drugą mini-recenzję albo obszerniejsze wrażenia.

W chwili publikacji tej recenzji Xiaomi Mi Watch można było kupić za 259 dolarów, czyli około 980 złotych.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

17 replies on “Jest piękny, ale jeszcze za bardzo chiński. Xiaomi Mi Watch – recenzja”

  • Raoul Duke
    29 grudnia 2019 at 16:02

    A są jakieś inne wersje tego zegarka, bo na YouTubie na kanale rootblog, odpisano mi, że dzięki właśnie Android wear, na zegarku dziala endomondo, Listonic, evernote itp.

    • 30 grudnia 2019 at 13:35

      I chłopaki z Rootbloga dobrze napisali – jeśli w zegarku będzie oficjalne, globalne oprogramowanie z dostępem do Google Play to wszystkie aplikacje, które wymieniłeś będą działać.

      • Raoul Duke
        10 stycznia 2020 at 08:51

        a no właśnie.. „JEŚLI” i „BĘDĄ!” A ja im zadałem pytanie: CZY DZIAŁAJĄ 🙂

  • 30 grudnia 2019 at 10:01

    Dla mnie nie ma zaskoczenia, już telefony sprzedawane w Chinach są softowo znacznie inne od tego co mamy w Europie. Tylko tam jest Android i to nam daje różne możliwości obejścia problemu, a w zegarku będzie już z tym trudniej.

    Zegarek sam w sobie wydaje się ok, ale nie wychodzi zbytnio przed szereg. Kwadratowy, bateria liczona w kilku dniach pracy, paroletni procesor, standardowe funkcje bez wodotrysków. Ja się zbytnio nie napalam, ale fajnie, że Xiaomi pcha się również w smartwatche.

    Warto również dodać, że zapowiedziano wersję z okrągłą tarczą – Forbidden City Edition, która IMO prezentuje się znacznie lepiej.

  • Dawid wośko
    30 grudnia 2019 at 12:48

    Co jest aż tak złego w Huawei Watch 2? Mam I nie działa najgorzej. Zdarzają się jakieś zacięcia ale przeważnie działa płynnie

    • 30 grudnia 2019 at 13:35

      Mam Huawei Watch 2 Classic i jak co jakiś czas nie uruchomi się go ponownie to działa bardzo powoli, czasami po kilka sekund trzeba czekać aż „załapie” jakąś funkcję czy aplikację.

      • Dawid wośko
        30 grudnia 2019 at 16:34

        Nie trzeba go uruchamiać ponownie. Wystarczy użyć funkcji optymalizuj. Po za tym zdaża się to sporadycznie.

        • 30 grudnia 2019 at 17:15

          W moim modelu to niewiele daje i największe „odświeżenie” czuję, gdy go uruchomię podobnie. Może wersja Classic, ze względu na to, że nie była dostępna w PL i ogólnie była mniej popularna, działa po prostu gorzej.

  • Maniek
    31 grudnia 2019 at 10:39

    Fajny jest, ale rzeczywiście jeszcze zbyt chiński i trochę drogi. Już jednak wolę z polskiego geekbuying zamówić mmazfit gts, bo jest prawie o połowę tańszy i na szybką dostawę. Jak patrzyłem na funkcjonalność to jest bardzo dobra.

  • Tomasz
    1 stycznia 2020 at 12:46

    Jak dlugo sam Google nie wejdzie w smartwatche, tak dlugo nie ma szans na dobre wearos. (w koncu sami tlumacza ze smartwatchy nie robia bo nie mialyby szansy dzialac dobrze) .
    Tak wiec czekamy cierpliwie. Moze za kilka miesiecy, moze kilka lat i w koncu czas na smartwatche przyjdzie.

  • Szymon Wencel
    3 stycznia 2020 at 20:54

    Okej trochę jak to przeczytałem miałem takie „aha” ponieważ wiadomo konstrukcja nie zawsze musi się podobać każdy ma swoje gusta ale to że jest chińskie oprogramowanie to raczej oczywiste skoro został kupiony po premierze W CHINACH a nie na rynku europejskim więc nie ma co narzekać że „za bardzo chiński” no come on xD. Poczekajcie na globala który ma być prawdopodobnie w okolicach lutego lub marca i wtedy robić pełne recenzje a i tak zegarek dostanie jeszcze sporo poprawek aktualizacjami.

    • 19 stycznia 2020 at 23:25

      A wiesz, że często w chińskich sklepach z elektroniką są wersje Global? I w przypadku Mi Watcha też tak będzie, trzeba tylko poczekać. Jak pojawi się wersja europejska albo oprogramowanie to na pewno coś o tym napiszę.

  • Raoul Duke
    10 stycznia 2020 at 08:51

    Jaki model od Huawei używałeś, że miał WearOS?? Który z ich smartwatchy jest na tym systemie?

  • Marta Wuwu
    16 stycznia 2020 at 20:25

    Jak za takie pieniążki to chyba nie warto 😉 dopiero jak się stanie bardziej użyteczny to wtedy 🙂

    • 19 stycznia 2020 at 23:20

      To zależy. Jeśli za tyle byłaby wersja Global to nawet bym się nie zastanawiał. Cena Mi Watcha powoli spada, teraz jest za 239 dolarów, a pewnie to kwestia czasu aż pojawią się promki na 199 dolarów 🙂 I pojawiła się też srebrna wersja kolorystyczna.

      • Marta Wuwu
        22 stycznia 2020 at 15:37

        No ale też za takie pieniądze wymaga się dobrej jakości i żeby smartwatch elegancki był. ten tutaj jest raczej dla gimnazjalisty (z wyglądu) niż dla eleganckiego faceta. Moim zdaniem.